Patrzę na Ciebie ukradkiem,
by nikt nie zabrał mych spojrzeń
nie zdeptał, nie wyrzucił przez ramię.
Uśmiecham się przez łzy,
gdy cień pada na Twoją twarz
tak bliską i tak spokojną.
Cofam dłoń, gdy Twoja ręka dotknie jej przypadkiem,
zagłuszam grzeszne myśli
nim cokolwiek powiedzą.
Przełykam Twoją obecność,
choć słowa zdążyły się już rozgościć.
Mimo, że jestem
pozostajesz nierealny
wciąż nierzeczywisty
jak
postać z bajki dla niemądrych dzieci
//12.05.2007 Poznań