Czy tytuł nie wyraża wszystkiego? Ale co tam, rozpiszę się nieco. Ciut troszeczkę
Taaaak właśnie. Z powyższego wynika, iż wakacje się nam kończą, drodzy koledzy studenci i koleżanki. I że dość z tego powodu marudzę, choć mam power do tego, by działać (interpretację zostawiam Wam). Mhm. Wakacje… Może nie będę wspominać co, jak, gdzie i z kim. Najważniejsze jest to, że udało mi się najpierw porządnie rozleniwić i odpocząć, potem się dalej lenić i odpoczywać, a ostatnio nawet nieco zmęczyć, choć dalej odpoczywać. Udało mi się też wiele innych rzeczy - cieszyć się z widoków, z towarzystwa, ze zmęczenia. Podjęłam też kilka strasznie ważnych decyzji, mam nadzieję, że udało mi się pozytywnie rozstrzygnąć zaistniałe w międzyczasie dylematy. Na szczęście zyskałam też nieco pewności siebie, dostałam potężny zastrzyk optymizmu i energii na zapas. Nadrobiłam zaległości z imprez xD Działkowy maraton rządzi! Aż żal się robi na myśl, że teraz przychodzi zima i działki nima. Posiadówki w Krakowie też są GIT!
Odkrywam ostatnio coraz więcej drugiego dna, w wielu rzeczach/miejscach/ słowach/ piosenkach. W wielu z wyżej wymienionych odnajduję inny sens niż dotychczas. Zmieniam się, świat się zmienia, sytuacja się zmienia; nie wszystko już można przyjąć po prostu, tak biernie, wiele pochłaniam w siebie tak spontanicznie, energicznie, jakbym była jakąś czarną dziurą pochłaniającą to, co wokół. Nie przyjmuję, lecz zabieram i pochłaniam otoczenie. Pochłaniam myśli, gesty, słowa.
I zastanawiam się, jak to jest. Bo często coś, co ma wiele znaczeń jest ostatnio dla mnie tak kosmicznie oczywiste, jakby było tylko białe albo tylko czarne. I odwrotnie: coś, co jest banalne staje się kręte jak świnski ogon. Mhm. Paradoks?
Ostatnie noce psychoanalizy dają mi po głowie. Idźmy spać, zatem, bo rano wstanie nowy dzień i trzeba odkryć świat na nowo
“…Powoli przyzwyczajam się
Do swej nieobecności…” /Happysad/
bo
…………..Poznań, soon…………