30 październik, 2007 @ 9:01 pm (Z życia wzięte)
Próba wniebowstąpienia
Przyjdź do mnie jawnogrzesznico
będę cię rozdzierał powoli
na wszystkie nadzieje kolorów i zespolenie
może zakwitniesz nad ranem
piękną duszą słonecznika
/Edward Stachura/
MrrrR.
18 Comments
29 październik, 2007 @ 8:24 pm (Life, O mnie, poezja, poezja ^_-, Życie)
“Bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart
A czerwień mojej krwi to tylko jakiś żart
I zapominać chcę tak często jak się da
Że nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart…” /Myslovitz/
jesteśmy na pół
ona i ja
i razem w sobie
jedna chce kochać
tamta kochaną być
uzupełniamy się wzajemnie
choć nie łatwo nam ze sobą
wytrzymać
gdy jedna daje
druga dostać chce
gdy jedna się śmieje
druga we łzach tonie
ta romantyczna sidedzi cichutko
ta niepoważna klaszcze głośno w dłonie
ta pierwsza tęskni
gdy druga zapomina
gdzie jedna tańczy
tam druga myśleć zaczyna
i woła do Ciebie
chociaż nie słyszysz
przez dźwięk się przebija lecz tonie wciąż w ciszy
Podsumowując:
jestem podzielona. Na wiele, nie tylko na uproszczone pół.
Mogę być: rozważna, poważna, spontaniczna, romantyczna, ta, co za dużo myśli, ta, co w ogóle, ta wrażliwa, ta bez luzu i ta co się nie przejmuje…
Tak wiele jest we mnie a jednak nic.
” Ty pilnuj moich snów i przychodź kiedy chcesz
Te chwile z moich dni do jednej dłoni zbierz
I nie pocieszaj mnie i tak tu będę stał
Bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart….” /Myslovitz/
5 Comments
29 październik, 2007 @ 8:07 pm (poezja, poezja ^_-)
‘Pójdziemy ze sobą powoli obok do końca wszystkiego by zacząć na nowo…’ /Myslovitz/
najczęściej uśmiecham się o poranku
gdy pod powieką wciąż widzę słońce
i wiem najlepiej że śniłam o Tobie
że wszystko było jak być powinno
i nie było czasu na łzy
najszczerzej uśmiecham się przy Tobie
gdy Twoje spojrzenie szuka mej twarzy
a zieleń oczu rozjaśnia mi serce
i wiem że wszystko co mówisz jest prawdą
że kiedyś jeszcze będzie dobrze
//Radom, 29 października 2007/
2 Comments
28 październik, 2007 @ 2:51 pm (refleksja)
Czasem nie warto nadawać kształtu rzeczom. Czasem lepiej zostawić ich bieg samym sobie. Czasem lepiej się mu poddać. Czasem lepiej poczekać, aż treść znajdzie sobie formę, usadowi się w niej wygodnie, i zostanie. Usiądziew niej cicho i spokojnie. A wtedy ja dopasuję się do niej i będziemy razem trwać.
Czasem lepiej nie powiedzieć za dużo. Czasem lepiej nie myśleć. By zrozumieć.
“Stay or forever go
Play or you’ll never know
What heaven decided
You can’t deny it’s
All you’ve been waiting for
Stay or forever go
Play or you’ll never know
Your spirit’s devided
You will decide if I’m
All you’ve been waiting for…” /’Only This moment’, Royksopp/
2 Comments
10 październik, 2007 @ 6:13 pm (Life, Z życia wzięte, Życie)
… jadąc bimbą nr 17, po 7 rano w kierunku Ogrodów.
7.19 Plac Cyryla (początkowy przystanek tejże)
Uff zdążyłam, będzie za 2 minuty ale fart mogłam nie biec po co tyle biegłam teraz będę zdychać ale chociaż cieplej bo jak wychodziłam to na termometrze był tylko jeden stopień ciepła dobrze że na plus.
7.21 (ten sam przystanek)
Mhmm… jedzie a nie to czwórka mogłabym podjechać jeden przystanek ale po co będzie ciężej wejść to poczekam.
Kilka minut później (ten sam przystanek)
Gdzie ta 17? Dobrze że wzięłam szalik ale po co prałam jesienną kurtkę wczoraj teraz mi zimno po rękach wieje po spodniach dobrze że mam płaszczyk trochę cieplej w nerki ale czemu te ramiona zimno o jedzie teraz gdzie wsiąść… Drugi wagon drzwi środkowe najwięcej ludzi wysiadło to ja wsiądę.
7.34 (2 przystanki dalej)
Ale spóźnienie już powinna być na Ogrodach czemu jej tam jeszcze nie ma dobrze że wyszłam wcześniej nienawidzę się spóźniać dobrze że mam dużo czasu a zajęcia o 8. Hah żeby wysiadła jedna osoba 5 innych musiało wysiąść z nią a tamta dziewczyna ja ją znam ona jest u mnie na angielskim wcale się nie zmieściła tyle ludzi najgorszy jest ten przystanek najgorszy jak jest spóźnienie dlaczego ta 17 zawsze się spóźnia…
7.35
A właśnie że mój jest TEN kawałek podłogi! I tej barierki też ja się trzymam i nigdzie się nie ruszę nie jestem kartoflem kartofle zostały w domu całe 15 kilo Krzysiek przywiózł a ja nie będę się tłuc po ludziach i się nie ruszę o.
7.44
Ogrody haha udało się po raz kolejny.
————————————–
8.00
Pół grupy się spóźnia. Na koniec zajęć:
- Pani Haniu doszła już pani? <- cóż za delikatność. Pozdrowienia dla Pani od Teorii Wychowania! Cudowny humor od rana dzięki Pani mam.
6 Comments
9 październik, 2007 @ 11:35 przed południem (Life, Z życia wzięte, Życie)
…w damskiej szatni po w-fie.
Po godzinie basenu, pęd pod prysznic. Jeszcze zmęczone, jeszcze otumanione nadmiarem chloru, byle dostać się do mydła i żeby woda była ciepła albo lepiej i dlaczego mam taką suchą skórę kiedy jednak o nią dbam i dlaczego kurde nie mogę mieć takiej figury jak tamta. Haha, a tamta ma większe rozstępy a ja nie. Jezu, nie chciałabym mieć takich wielkich cycków. Ale za to ma piękne włosy, ach. Shit, nie wzięłam szamponu nie mam suszarki oby tamte działały.
Gdzie ten cholerny kluczyk..? No dobra, polowanie na przebieralnie czas zacząć bo przecież nie będę świecić gołym ciałem przed jakimiś laskami. Że niektóre się nie wstydzą pozazdrościć byłoby szybciej nie trzeba czekać za wolną kabiną swoją drogą dlaczego są tylko dwie jak mogłoby być więcej i byłoby szybciej. A jak zajęte to ja się wysuszę czemu nie mam swojej szczotki no tak jak tu włosy modelować jak taki pośpiech takie warunki.
Wreszcie wolne to idę. Cała podłoga zaciapana wodą dobrze że spodnie podwinięte zaraz by się wybrudziły. Kurde zostawiłam bluzkę w szafce trzeba świecić bebechem ostatecznie lepiej że bez bluzki niż bez stanika nie?
I to by było na tyle. O czym myślą dziewczyny wychodząc spod prysznica? Kiedy wejdę do przebieralni? Czemu jestem taka gruba? Czemu ja się wstydzę tu przebrać a one nie? Dlaczego mam patrzeć na jej goły tyłek? Dlaczego tak tu brudno? A może wręcz coś zupełnie innego..?
Potrzebuję więcej obserwacji 
2 Comments
8 październik, 2007 @ 1:52 pm (Life, Z życia wzięte, Życie)
A w nocy zimno, jakby sam Śmierć stał obok.
Coś czai się w powietrzu.
2 Comments
2 październik, 2007 @ 4:47 pm (Life, poezja, poezja ^_-, Życie)
Powieki lepkie od marzeń
łapczywie garną się do światła
przybrudzone mgłą zapomnienia
skrzydła nocnego motyla wprawione w drżenie podmuchem ciepła
zataczają krąg pod sufitem
a w powietrzu tylko lekki zapach snu
i rozgnieciony smak poziomek
//Sierpień 2007, Jedlnia Letnisko/
2 Comments