`Lubię, gdy mnie całujesz…`

”- Dobrze więc - powiedział łagodniej - odpowiedz, czy lubisz, gdy cię całuję “byle jak”?

- Och! - zawołał paź (..) - lubię, gdy mnie całujesz “byle jak”! Ale nie nazywam tego tak lekceważąco. Wszystkie pocałunki można opowiedzieć przez kwiaty…

Są długie, nagie, bladożółte tulipany: przynoszą obietnicę ocieplenia. Są żonkile i narcyzy, proste, bezlistne, z płomykiem pośrodku, te zapowiadają przyjemną niespodziankę. Są fioletowe bzy, ciężkie, wilgotne, pachnące szaleństwem, którego tak bardzo się boimy… I róże, dumne, ale pełnie niepojętych tajemnic i tęsknot nie wiadomo za czym… Pożąda się ich najbardziej, chociaż tak bliskie są bólu, który zadają kolce.

Pocałunki, które nazywasz “byle jakimi”, to po prostu stokrotki i koniczynki, zrywane na spacerze nie po to, by je zabrać do wazonu, ale by wsunąć je w dziurkę od guzika.

A co myślisz, panie, o szalonych bzach?”

Lubię, gdy mnie całujesz. To za mało.

**

`Nie dręcz mnie, błagam, pocałuj…`

[Anna Janko, "Dziewczyna z zapałkami"]