”- Dobrze więc – powiedział łagodniej – odpowiedz, czy lubisz, gdy cię całuję “byle jak”?
- Och! – zawołał paź (..) – lubię, gdy mnie całujesz “byle jak”! Ale nie nazywam tego tak lekceważąco. Wszystkie pocałunki można opowiedzieć przez kwiaty…
Są długie, nagie, bladożółte tulipany: przynoszą obietnicę ocieplenia. Są żonkile i narcyzy, proste, bezlistne, z płomykiem pośrodku, te zapowiadają przyjemną niespodziankę. Są fioletowe bzy, ciężkie, wilgotne, pachnące szaleństwem, którego tak bardzo się boimy… I róże, dumne, ale pełnie niepojętych tajemnic i tęsknot nie wiadomo za czym… Pożąda się ich najbardziej, chociaż tak bliskie są bólu, który zadają kolce.
Pocałunki, które nazywasz “byle jakimi”, to po prostu stokrotki i koniczynki, zrywane na spacerze nie po to, by je zabrać do wazonu, ale by wsunąć je w dziurkę od guzika.
A co myślisz, panie, o szalonych bzach?”
Lubię, gdy mnie całujesz. To za mało.
`Nie dręcz mnie, błagam, pocałuj…`
[Anna Janko, "Dziewczyna z zapałkami"]
Licealista powiedział
8 luty, 2008 @ 9:52 am
No, no… od tej strony Cię nie znałem…