Pewna obawa…

“Budzimy się o świcie. Jak na granicy życia i śmierci. Czekamy leżąc, aż za oknem stworzy się świat. Czasem czujemy niewytłumaczalny lęk – że się nie stworzy. Że ptaki się już nie odezwą. Że słońce już nie wzejdzie.

Ale przecież wschodzi.

I zaczyna się nowy dzień, kolejny dzień naszego życia.”

[Anna Janko, 'Dziewczyna z zapałkami']

 

 Poczyniłam pewne odkrycie, czytając ten fragment dziś w pociągu. Mianowicie: to jest właśnie dokładnie to, czego i ja się boję. To nie są żadne emo-fobie. Nie chcę ciąć tego życia, choć czasem niefizycznie boli. Boję się zasypiać, mówiłam nie raz. Bo nie wiem, czy się obudzę. Nie wiem, czy wciąż ktoś będzie za mną czekał. Boję się wpadać w sen, bo
nie jestem pewna, czy z niego wyjdę.

Nieraz jest to dość męczące, i wyczerpujące psychicznie. Leżę w łóżku, próbuję zasnąć, ale
każde zamknięcie oczu powoduje natłok myśli, ` a co jeśli, a gdyby, a dlaczego, a może..?`
I wtedy szybkie szarpnięcie powiek. Koniec snu, choćby na chwilę. Boję się. To jest jak
piorun. Szybki błysk-otwarcie oczu-uderzenie-świadomość.
Obawa. Fobia? Strach, przed nieznanym. Lęk, jakiś prapierwotny, albo wręcz dopiero co zrodzony. W mojej głowie, z moich myśli, z mojej niewiedzy. Jestem matką tego bólu,
który sama karmię. Nie rozumiem, nie ogarniam. I cholernie obawiam się tego, co się stanie.
Normalna kolej rzeczy, nienormalne pojmowanie.

Notka czysto refleksyjna, nie nakręcająca na doła. Po prostu jedna z myśli. Moich.
Paranoi.
Ot tak, póki cytat mam przed sobą.

Komentarzy: 7

  1. Tomasz powiedział

    18 luty, 2008 @ 5:35 pm

    A może wszystko inaczej… noc, żadnego czekania. Świt. Śpiew ptaków. Codziennie, codziennie, codziennie. Zasypiając zamykam oczy w obawie, że jutro stworzy sie ten sam przewidywalny świat. Że znowu trzeba będzie wstać, że znowu o jeden dzień umkną prze de mną niespełnione marzenia, że znowu na coś kurwa zabraknie pieniędzy.

  2. sitek powiedział

    19 luty, 2008 @ 12:10 am

    Może jeszcze inaczej – Można też zasypiać z nadzieją na to, że się jednak nie obudzimy. Ja jestem ciekaw śmierci, piszę to z pełną świadomością, choć jest późno, a ja nie mogę spać. Chodzi o tę rutynę – każdy dzień jest tak przewidywalny, aż do przesady – ci sami ludzie, ten sam rząd, ten sam dom. Można zwariować, naprawdę.

    Pozdrawiam.
    I pamiętaj – jeśli umrzesz, to już nic Cię nie będzie obchodzić. A skoro nic nie możesz zrobić teraz – po co się przejmować? :)
    3m się ciepło :)

  3. pasazernagape powiedział

    19 luty, 2008 @ 4:00 pm

    Ja nie jestem ciekawa, ja się boję. Za bardzo przyzwyczaiłam się do życia, żeby myśleć, że może się nagle skończyć.

  4. sitek powiedział

    19 luty, 2008 @ 5:39 pm

    Rozumiem. Boisz się, że skończy się nagle. Wszyscy mamy obawę przed nagłą śmiercią, to przecież normalne, jedni boją się bardziej, inni mniej. Ja jestem ciekawy – byleby szybko, i nie bolało. Ale nie żebym się gdzieś wybierał, też chcę pozostać na świecie jak najdłużej, to także jest normalne. “Normalna kolej rzeczy, nienormalne pojmowanie”.

    Równie dobrze mogłabyś bać się jednak wyjścia na spacer w obawie przed mordercami, albo bałabyś się pić, w obawie przed zakrztuszeniem. Dziwne, nie?

    Nie mając nic do dodania, pozdrawiam.

  5. b.YISK powiedział

    19 luty, 2008 @ 6:23 pm

    Nie uważam, że jest się czym przejmować. Śmierć podczas snu jest czymś, nad czym nie możemy zapanować. Dlatego jeśli mamy umrzeć to umrzemy. Właściwie nie uważam, że takiego typu śmierć jest śmiercią nagłą. Umieramy tutaj śmiercią naturalną. Może to być skutkiem np. zniszczenia serca lekami, alkoholem, narkotykami etc. Ale to jakby choroba, ukryta, o której nie mamy pojęcia. Ale ona jest już w nas od jakiegoś czasu. Nie umieramy zatem nagle.

    Nagła śmierć to np. wpadnięcie pod samochód, zostanie porażonym przez prąd etc. Nad tym mamy kontrolę i tym właśnie powinniśmy się przejmować.

    Pozdrawiam,
    b.YISK

  6. pasazernagape powiedział

    19 luty, 2008 @ 7:06 pm

    @sitek->A wiesz, że czasem się boję?;) Ja chyba w ogóle lękliwa przed śmiercią jestem.Tylko zwariowałabym, gdybym non stop o tym myślała, wyciągała przed świadomość. Choć czasem, zastanawiam się, czy np. nie dostanę w łeb wchodząc do klatki, czy np. zamykając drzwi od mieszkania ;) Albo czy w pociągu mnie ktoś nie trzepnie, nie podłoży bomby pod mój autobus; czy mój piecyk jest sprawny i nie zginę od czadu, czy nie będzie trzęsienia ziemi.. ;) Ale ‘trzeba być normalnym’. I dobrej myśli. Nierealny optymizm, czy też inny mechanizm obronny psychiki jest tu bardzo potrzebny. Pozdrawiam, życząc szczęścia w życiu:)

    @b.YISK-> Dla mnie każda śmierć jest nagła, nawet, jeśli od 20 lat wiem, że umrę.

  7. kilosmalcu powiedział

    5 marzec, 2008 @ 1:13 pm

    hmm.. kiedyś blogowy kumpel wciągnął mnie do pewnej zabawy, takiej miniankiety o sobie. Dłuuugo, kilka miesięcy zastanawiałam się, co wpisac w pole “Obojętnie podchodzę do…”. Później wydedukowałam (i do tej pory sie tego trzymam), że obojętnie podchodzę do… życia. Jest, bo jest. Ważne, żeby nie nudziło. A co, jesli jutro może go nie być? Trudno, wtedy mnie na pewno już nie będzie żal.

    pozdro szejset ;)


Napisz komentarz