Czy w dzisiejszych czasach, to już nic nie jest normalne? Czy naprawdę bycie dziewicą/prawiczkiem w wieku 15 lat to obciach?? Ludzie, litości!
Zapytuję się Was: po co te wszystkie ściemy, kłamstwa? Czy naprawdę jesteście tacy beznadziejni, że zmyślanie dziesiątek partnerów to jedyny sposób dla Was, by się podbudować..?
Ostatnio, ze względu na genialny wręcz plan zajęć, zdarza mi się niemal codziennie oglądać program p. Drzyzgi. Po co? Chyba, żeby mieć o czym przemyśliwać. No i się podbudować
Poza tym uważam, że p. Dorota, psycholog w ostatnich odcinkach, jest rewelacyjna. Ale to na marginesie.
W tychże Rozmowach, dziś gwiazdą był “mój pierwszy raz”. Słuchając dziewczynki, opisującej scenariusz swej inicjacji, nie wiedziałam, czy śmiać się, czy już płakać (chyba za dużo przecinków, a niech to!). Świeczki, kadzidełka, ptaków szum, morza śpiew czy jakoś tak, bielizna, pościel, w stu procentach obmyślone co-kiedy i jak, no i ten różowy obrusik, na dopełnienie nastroju! I jeszcze czekała na “trzęsienie ziemi” po wszystkim. Skąd te dzieci biorą takie pomysły..?
(Uhm, wyszłam z wprawy w pisaniu, co jest bardzo złe, bo pisanie mnie czeka jeszcze dziś, choć może bardziej jutro, i jak skończę jedną pracę to biorę się za drugą… ale, że już tyle pisania, to już nie wiem, co piszę…)
Absolutnie nie winię dzieciaków. Żal mi ich. Winę, z racji doświadczenia i nauki wszelkiej, zwalam ostentacyjnie na rodziców. Bo co oni myślą, że dzieci zawsze będą dziećmi i absolutnie seks jest im obcy?! Po co te wszystkie gadki o ciążach, skoro właśnie dzięki temu ciąże będą? Po co to gadać, że za wcześnie, że broń Boże, skoro to zakazany owoc smakuje najlepiej? Zaprawdę powiadam Wam, że moje dzieci usłyszą co innego.
Ale chyba odeszło mi się od tematu.
Wracając, więc.
“Absolutnie nie jestem dziewicą/prawiczkiem, mam wielkie doświadczenie, nie bój się.” I co z tego, pytam się? “Nie bój się, kocham Cię” – czyż nie brzmi o niebo lepiej?
“- Jestem dziewicą. – Żartujesz!” i salwy śmiechu. “Jestem prawiczkiem”, to jeszcze gorzej.
A niech jest dziewicą, niech jest prawiczkiem i nie wie jak założyć gumkę, bo w szkole na bananie nie ćwiczyli, bo jak to, za szybko im się zachce, no i co z tego będzie? Współczuję Wam, niedoświadczonym, jeśli traficie na cholernych egoistów, chcących w chamski sposób zaspokoić swe żądze. Współczuję Wam, budującym wątpliwe szczęście na suchym piasku. Tak się nie robi, bo to się po prostu nie uda.
W tych czasach dziewictwo jest z jednej strony mitem, z innej towarem deficytowym, ale co gorsza,coraz częściej postrzegane jest jako ułomność, tytułowe kalectwo, chorobę, niemal nieuleczalną, choć jak wiadomo, wcale nie musi wiecznie trwać.
Chłopcy nie chcą dziewic do seksu (bo trzeba się starać, nosić kwiatki, zabierać do kina, stawiać hamburgera w makszicie), ale chcą do ślubu (o ile w ogóle jakiegoś ślubu chcą). Dziewczyny nie chcą być uznane za dziewice, bo przecież wszystkie koleżanki już dawno po, i było super, motylki w brzuchu i orgazm tysiąckrotny. A przed chłopakiem wyjść na niedoświadczoną, to już w ogóle wtopa! Jasne, lepiej ściemniać, że zaliczyła dziesięciu, a jak przyjdzie co do czego, to nie wie z której strony co nadstawić i na co czekać. No chyba, że chwilę przed, szykując różowy obrusik zapytała gugla, co robić, bo matka nie ma czasu, lub wręcz uważa, że ma go aż nadto i z żadnym uświadamianiem się spieszyć nie zamierza.
A uświadamiać też trzeba umieć, żeby dzieciak kastratem emocjonalnym nie został. Seks może być piękny, fantastyczny, cudowny i niepowtarzalny, o ile się do niego podejdzie w sposób zupełnie ludzki, a jednocześnie… duchowy? Bo nie jest ważne, ile masz lat w chwilę po pierwszym razie, ale jak się do niego odnosisz (oczywiście pomijając skrajne przypadki kilku, kilkunastu lat). Bo jest różnica, czy się z kimś kochasz, czy tylko pieprzysz. I jest różnica, czy zamierzasz wyrzucić z siebie brudy i zniknąć, czy postanowisz zostać.
Dziewictwo to nie kalectwo, dopóki sam/sama go tak nie traktujesz.

Ale żeby nie było tylko nagany i pesymizmu:
życzę Wam, byście uwierzyli w miłość nie wierząc w seriale, i spotkali na swych drogach kogoś, kto pójdzie z Wami w jednym kierunku. I tym, którzy mają swój pierwszy raz przed sobą, rozsądku życzę. Nie spodziewania się 7-go nieba przy pierwszym podejściu, czy trzęsienia ziemi po kolejnym. Wszystkiego w życiu trzeba się nauczyć, czerpania nieprzebranej radości z seksu również.
pisak powiedział
14 Czerwiec, 2010 @ 9:45 am
Całkiem zgrabnie napisane, dziewczyno
Cieszę się że w ten sposób o tym piszesz, bo to ważna i rzadko (ale chyba coraz częściej) poruszana kwestia. Rodzice nie uczą, księża na religii nie uczą (oczywiście generalizuję), szkoła nie edukuje. Dzieci nie wiedzą, nie wiedzą! z czym mają do czynienia, więc eksperymentują. Coż, takie czasy, że dzieci zamykają się w sterylnych grupach równieśniczych, pelnych mitów o pierwszym razie i prześmiewczych opinii znajomych. Nie wiedzą, że intymność można budować inaczej, nie wiedzą nic o antykoncepcji, nic nie wiedzą.
A ciało ciałem, kiedyś inicjację seksualną trzeba przejść. Ale współczuję tym wszystkim dziewicom, które ustawiają wszystko co do guzika… Dziwczyny, pierwszy raz nie będzie taki niesamowity… Rzadko jest w ogóle dobry(moja prywatna sonda).
Kiedyś długo rozmyślałem na temat inicjacji seksualnej młodych ludzi, miałem zresztą ciekawe zajęcia z etyki z kobietą, która byla mistrzynią jeśli idzie o pragmatyczne podejście do życia i tematów. To ona wyjasniła mi, że intymność da się budować bez seksu (opcja dla wstrzemięźliwych) a to, że ktoś woli obdarzać swoje ciało wielu to jego sprawa (różnica między “tolerancją” a “akceptacją”). Osobiście przychylam się do seksu z jednym partnerem, którego kocha się i szanuje. Ale to moje prywatne preferencje, emocje nie pozwalają na więcej.
Nie rozumiem za to dziewczyn, które wzdrygają się na samą myśl o seksie. Nie krytykuję, po prostu nie rozumiem. Byłbym rad mogąc usłyszeć ich opinie na ten temat.
Argumenty tej strony “wyzwolonej seksualnie” chyba znam już wszystkie.
A mężczyźni jeśli nie chcą czekać z seksem do ślubu – osobiście uważam, że to problem wstrzemięźliwych kobiet. Każdy z nas ma w tym czy siamtym SWOJE interesy i preferencje, wybierając jakąś postawę wybieramy również konsekwencje, a marudzenie że “mężczyźni nie chcą czekać” uważam za… marudzenie. Każdy ma oczekiwania i preferencje, nie zawsze łatwo się w nich dopasować. Ale to moje osobiste zdanie, jestem otwarty na uwagi
pisak powiedział
14 Czerwiec, 2010 @ 9:58 am
Ach, jeszcze a’propo edukacji dzieci: gdyby wiedzialy, co z czym się je, nie bawiłyby się może tak często w “słoneczko”. Jestem zwolennikiem otwartego i jasnego mówienia o seksie. Bo przez lęki rodziców właśnie dziewczyny wyrastają na “nie dotykaj mnie w ogóle”, bo matki gdy ktoś całuje się w telewizji mówią “suuuufiiiiit”. Więc później kobiety mówią “nie dotykaj mnie!”. I nie ma w tym ani krztyny racjonalności, zwykłe wbudowywanie lęków. Albo radość, jak pisalaś, ze smaku zakazanych owoców. A co, gdyby bardziej świadomie podejmować decyzje?
Znajoma mojej dziewczyny na mięsko mówi “mięsko”. Dzieciak ma już ponad dwa lata i matka zastanawia się, jak zareaguje, kiedy powie mu, że “mięsko” które je było kiedyś puchatym kurczaczkiem… Być może przez zlęknienie rodzica rośnie właśnie maly wegetarianin, bo matka nie przyzwyczaiła go od małego, że kurczaczki się je. On je >mięsko<.
Podobnie z seksem.