“Więc to było popołudnie. Staliśmy pod filarami już chyba dosyć długo. Bo samoloty zlatywały jedne za drugimi. I waliły. I następne, i bomby. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje w naszych blokach, w co już tam trafili. Co przebite. Chyba to wtedy zasypało w bloku A, od Rybaków. Wiem, że nie było ani śpiewów – wtedy. Ani liczenia “raz, dwa”. Mama Swena oparta głową o filar, koło mnie, modliła się po cichu. Światło wtedy się paliło – to pamiętam. Tak, to na pewno wtedy przebiło blok A. Bo samoloty wciąż zlatywały. Z wyciem. Potem to wycie bomby. Jednej, drugiej. I waliło się. Coś się obrywało. Coraz bliżej. Wtedy, przy ostatnim filarze chyba, pod żarówką – stanęła nagle kobiecina w jasnym, takim zwykłym płaszczu. Nie znał jej nikt. I nagle w tej ciszy zaczęła mówić…”
Miron Białoszewski, Pamiętnik z Powstania Warszawskiego.
Nauczyciele historii, mam do Was żal. Znam mitologię, dzieje średniowieczne, nie znam własnej historii, tej najbardziej zroszonej krwią, tej bliższej niż jakakolwiek inna, przez co tak bardzo dalekiej…