Po deszczu.

Cały świat przegląda się w kałużach
niebo jest niebieskie a słońce się odbija
choć są głębokie, zadnej nie omijam,
o, widzę nawet podeszwę swego buta
robię fale, listek na nich pływa
a wszystko to sprawia,
że jestem szczęśliwa ;)

**

…bo życie zaczyna mi smakować.

czuję gorycz pod językiem
kwaśną minę czasem robię
słone łzy płyną polikiem
odnajduję słodycz w Tobie

**

Moja natura.

“Bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart
A czerwień mojej krwi to tylko jakiś żart
I zapominać chcę tak często jak się da
Że nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart…” /Myslovitz/

jesteśmy na pół
ona i ja
i razem w sobie
jedna chce kochać
tamta kochaną być
uzupełniamy się wzajemnie
choć nie łatwo nam ze sobą
wytrzymać
gdy jedna daje
druga dostać chce
gdy jedna się śmieje
druga we łzach tonie
ta romantyczna sidedzi cichutko
ta niepoważna klaszcze głośno w dłonie
ta pierwsza tęskni
gdy druga zapomina
gdzie jedna tańczy
tam druga myśleć zaczyna
i woła do Ciebie
chociaż nie słyszysz
przez dźwięk się przebija lecz tonie wciąż w ciszy

Podsumowując:

jestem podzielona. Na wiele, nie tylko na uproszczone pół.

Mogę być: rozważna, poważna, spontaniczna, romantyczna, ta, co za dużo myśli, ta, co w ogóle, ta wrażliwa, ta bez luzu i ta co się nie przejmuje…

Tak wiele jest we mnie a jednak nic.

Ty pilnuj moich snów i przychodź kiedy chcesz
Te chwile z moich dni do jednej dłoni zbierz
I nie pocieszaj mnie i tak tu będę stał
Bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart….” /Myslovitz/

‘Pójdziemy ze sobą powoli obok do końca wszystkiego by zacząć na nowo…’ /Myslovitz/

najczęściej uśmiecham się o poranku
gdy pod powieką wciąż widzę słońce
i wiem najlepiej że śniłam o Tobie
że wszystko było jak być powinno
i nie było czasu na łzy

najszczerzej uśmiecham się przy Tobie
gdy Twoje spojrzenie szuka mej twarzy
a zieleń oczu rozjaśnia mi serce
i wiem że wszystko co mówisz jest prawdą
że kiedyś jeszcze będzie dobrze

//Radom, 29 października 2007/

- Przebudzenie -

Powieki lepkie od marzeń
łapczywie garną się do światła

przybrudzone mgłą zapomnienia
skrzydła nocnego motyla wprawione w drżenie podmuchem ciepła
zataczają krąg pod sufitem

a w powietrzu tylko lekki zapach snu
i rozgnieciony smak poziomek

//Sierpień 2007, Jedlnia Letnisko/

- Moje miasto -

czasem jestem bakterią
wchodzę w Twój żywy organizm
zaszczepiam swoją kulturę
śmiecąc po Twoich ulicach

jednak to Ty jesteś mężczyzną
i wchodzisz we mnie
przywołując dreszcze
na każde wspomnienie doznanej rozkoszy

05.09.2007, droga na Sandomierz. //podtytuł - Erotyk poznański ;)

- Do Boga -

Do Boga

Z obawy przed utratą Życia
topię w kałuży Smutek
i chorobliwie ściskam
nitkę Nadziei,
kurczowo zaciskając palce
na kawałku Wiary.

Zbieram okruszki potłuczonego Sumienia
a na białej tablicy Myśli
wypisuję testament własną przelaną Krwią.

p o z o s t a w i a m

…………………….Ciało Matce

…………………….Serce Sercu

…………………….Smutek Ludziom

…………………….Duszę Tobie.

- Lekcja matematyki -

- Lekcja matematyki -

cały świat złożony z liczb
wypełniony gęstością, ilością
nieskończonością myśli
i ułamkiem uczuć

godziny istnienia
podniesione do potęgi Śmierci
wielka niewiadoma
złożona z samych iksów i igreków
nie-do-rozwiazania

siedzę w kącie
i obserwuję skrycie
jak czarną klepsydrą
przepływa moja
cicha wiara w życie…

***

nadszedł czas by
zrobić porządek
w szafie
serca
posplatać kolory nici
w czerwień
utkać z nich dywan
ułożyć przed drzwiami
duszy
pozmiatać okruchy
wspomnień
zdjęcia pochować
w szufladki
zakamarki obietnic
wspomnienia zamknąć w zieleni
butelek
ustawić na półkach
losu
marzenia zaliczyć do
spełnionych
i oczekiwanych na przyjście
nadszedł czas by
niechciane uczucia powiązać sznurem
wpakować w czarne
worki
oznaczyć
numerkiem z imieniem
i wystawić poza komory
serca
nadszedł czas by
miłość ubrać w purpurę
związać zaufaniem
i żyć…

//Sylwestrowa noc, 2004/2005

***

jesteś
szeptem księżyca
cichym westchnieniem nocy
nutką melodii gwizdanej przez wiatr

jestem
kroplą wody w oceanie myśli
bezkresnym krzykiem
ziarnkiem piasku na pustyni dusz

jestem?
wśród krótkich spojrzeń
biegu za wiecznością
wśród słów rzucanych w przelocie
gubię się
tonie mój świat
to nie mój świat

//Radom, 2004

Żebyś wiedział.

W czterech ścianach własnego ja
buduję nowe lokum
na nową drogę życia
bez Ciebie.

Samotność staje się namacalna -
czuję jej zapach
i to, że zbliża się, coraz szybciej
i coraz boleśniej zaciska na szyi.

Łzy już nie parzą w policzek,
ani nie łaskoczą bosych stóp,
a krople deszczu nie przynoszą upragnionej ulgi.

Twoja nieobecność przybija mnie ostatnim gwoździem
Do krzyża niespełnionej miłości.

//Poznań, 21.05.07

***

jestem
niczym wycięta z papieru lalka
z przywiązanymi do kończyn nićmi
udającymi mięśnie
z wyciętymi ustami
zapiętymi agrafką mowy
kompletnie-niekompletna
daleka od miłości jednocześnie
w niej skąpana
odziana płaszczem nocy
i biała
jak skrzydła motyla
sterowana ważka
nie znająca swojego miejsca
pośród miejskiej dżungli
osamotniona przez autora farsy
w której odgrywam główną rolę
(należą mi się oklaski,
czyż nie?)
zbieram nagrody za oszustwo
pierwsze miejsce w kategorii:
aktorka
najwyższy czas zakończyć karierę
opuścić scenę choć czuję
się na niej jak
ryba
w
wodzie
przykro mi, naprawdę
ale jestem zmęczona tymi
wystąpieniami
chcę odpocząć na starość
(gdzie ta kurtyna…)

//Radom, Pierwsze napisane coś, paradoksalnie

K.

zamykam oczy chcąc widzieć Ciebie jak najdłużej
zatrzymać obraz Twojej twarzy, póki
nie rozmyją go łzy
zamykam
usta by móc
jak najdłużej
rozpamiętywać Twój pocałunek
by czuć łzę drżącą na Twej wardze
stawiającej pierwsze kroki na drodze do szczęścia

//Radom, 2003

***

niewiele myśląc
schodziłam wciąż w dół
stromymi ścieżkami pamięci
mijając kamienie
obrosłe mchem myśli
aż doszłam do rzeki
w którą wciąż padały
nieba łzy
moje łzy
i znalazłam - miejsce
w którym tylko sto siedem kroków
dzieli mnie od śmierci

//12.10.2004 Radom

***

Rodzą się w mej głowie
biegną po łące dłoni
nagie, bose, nieuczesane, niedościginione
pełne nienawiści i pogardy
rzucające jabłka, boginie
nie zwracające uwagi na najprostsze gesty
nie dotknięte słowami
nie przeglądają się w lustrze mych oczu
bo i po co
skoro ich nie widać

może nie pofruną
ptaki czarno - białe
moje
nienakarmione
myśli

//Sierpień, 2005 Jedlnia Letnisko

- Z oddali -

Z oddali świat wygląda inaczej.

Możesz spojrzeć przez mgłę i widzieć.
Zatkać uszy i słyszeć.
Unieść się ponad i nie spaść.

Możesz przekroczyć i wrócić.
Być twórcą i tworem swojej chorej wyobraźni.
Pisać scenariusz i być aktorem.

Możesz spłonąć i odrodzić się.
Być deszczem i zmoknąć.
Kochać i być kochanym.

Tylko najpierw naucz się, jak być.

//12.05.2007 Poznań

Pytanie egzystencjonalne: czy deszcz moknie?

***

Patrzę na Ciebie ukradkiem,
by nikt nie zabrał mych spojrzeń
nie zdeptał, nie wyrzucił przez ramię.

Uśmiecham się przez łzy,
gdy cień pada na Twoją twarz
tak bliską i tak spokojną.

Cofam dłoń, gdy Twoja ręka dotknie jej przypadkiem,
zagłuszam grzeszne myśli
nim cokolwiek powiedzą.

Przełykam Twoją obecność,
choć słowa zdążyły się już rozgościć.

Mimo, że jestem
pozostajesz nierealny
wciąż nierzeczywisty
jak
postać z bajki dla niemądrych dzieci

//12.05.2007 Poznań

* Jestem samobójcą, ale wybrednym *

Chcę…

utonąć w strugach deszczu,
zgasnąć jak świeczka, czy pijany statek.

Lub…

spłonąć w chmurze ognia,
stlić się jak kawałek drewna, czy papier nietrwały
w rękach kulawego Boga.

Po czym…

odrodzić się jak Feniks
z garstki ludzkiego popiołu.

A może…

upaść jak róża targana wiatrem
lub mrozem przebrzmiała jabłoń w ogrodzie,
wypłynąć jak śnięta ryba wśród
rynsztokowej powodzi.

Jednocześnie…

proszę niebo zasnute gwiazdami
by skamieniało na mych wargach,
gdy garbaty starzec zatrzyma wskazówki.

A jednak…

boję się spojrzeć w dół, stojąc nad głupią przepaścią.

- Czas -

rano
łapię go garściami
zaciskam pięści, by nie uciekł

niewidzialny
dotyka mnie lekko, jak podmuch wiatru kwiaty w ogrodzie

skrzy się na słońcu
czekając, aż zauważę kolejne ziarenko piasku

niecierpliwy
wymyka się przez palce

a przecież nie mogę go dogonić

skazana na teraźniejszość

//12.05.2007 Poznań

- Hominem te memento -

ludzką rzeczą jest błądzić
trwać w błędzie jest grzechem
ludzkim, a jakże
zbrodnią jest wiara-
zabija rozum
i gubi wolna wolę
nadzieja jest zbrodnią, także-
bezlitosny złodziej kradnący marzenia
a miłość?
jest błaznem-
drwi z nas
śmieje się do rozpuku,
jedynie biednym głupcem,
którego czaszka dalej nie zna odpowiedzi

//12.10.2004 Radom

- Władca -

Narzucili płaszcz na ramiona
I włożyli koronę.
Zapomnieli, że cierniowa.

Wcisnęli do ręki berło
I posadzili na tronie.
Zapomnieli, że drewniany.

Przywołali błazna
I klejnoty sypnęli pod nogi.
Zapomnieli, że to mowa jest srebrem.

Oddali hołd, śpiewając
I odeszli.
Zapomnieli, że człowiek.

//26.04.2005 Radom

- Nie istnienie -

bezsilność
ma dwie nogi
dlatego nie spada jak kot
na cztery łapy

bezsilność
ma dwie ręce
wypełnione do granic
niemożliwością

bezsilność?
ma cały worek
bezradności
i dlatego
nie umie
poradzić sobie
z własnym
życiem

//26.08.2004 Jedlnia Letnisko

Pasażer Na Gapę

W nie-swoim pociągu
i nie w swoim przedziale
na nie-swoim miejscu
przy nie-swoim oknie
siedzi wsłuchana
w tętent nie-swoich żył
i wpatrzona w pusty krajobraz
nie-swojej przestrzeni.
W kieszeni ma zmięty bilet-
nie-swój i tylko w jedną stronę
a w ręce bagaż pełen doświadczeń.
Podąża za nie-swoim wzrokiem
w kierunku nie-znanego Słońca,
lecz widzi jedynie odrapany szyld
krzyczący bezgłośnie “Stacja Dwunasta”,
po czym wysiada.
Na nie-swoim peronie