bądź przy mnie blisko
bo tylko wtedy
nie jest mi zimno
chłód wieje z przestrzeni
kiedy myślę jaka ona duża
i jaka ja
to mi trzeba
twoich dwóch ramion zamkniętych
dwóch promieni wszechświata
//Poświatowska//
Poproszono mnie o znalezienie jakiegoś wiersza do analizy i interpretacji na poziomie gimnazjum. Przeglądając zeszyty z wierszami natknęłam się na tenże. Oczywiście nie dam go gimnazjaliście do analizy.
Ja zinterpretowałam dla siebie i dla Ciebie. Ty zrobisz jak uważasz. I wy także.
Mamy tylko siebie wielką mamy moc
Ciała nasze diabłom zaprzedane
Mamy tylko siebie wielką mamy moc
Święty bałagan i błogosławiony zamęt
Mamy tylko siebie wielką mamy moc Czasami starczy tylko splunąć na szczęście Spojrzymy sobie w oczy będziemy wiedzieć więcej
Ja to w sobie zapominam czasem
Czasem w sobie zapominam że
Ja to w sobie zapominam czasem
Czasem w sobie zapominam że
A wtedy
Przed tobą wtedy stanę sam na rekach
I jeden Bóg To Wie
Mamy tylko siebie wielką mamy moc To jest nasz spisek i nasza sekretna zmowa Mamy tylko siebie wielką mamy moc
Dwa nie wysłane listy trzy nie napisane słowa
Mamy tylko siebie wielką mamy moc Strachom i lachom i na przekór wrogom
Jesteśmy tu sufitem jesteśmy tu podłogą
Ja to w sobie zapominam czasem
Czasem w sobie zapominam że
Ja to w sobie zapominam czasem
Czasem w sobie zapominam że
A wtedy
Przed tobą wtedy stanę sam na rekach
I jeden Bóg To Wie
Bóg to jeden wie
Jeden Bóg to wie
Jeden Bóg to wie to nie jest wszystko jedno Bóg to jeden wie mnie nie jest wszystko jedno
Myszka ufnie ruszyła za Nim w głąb Ogrodu-Nieogrodu. W oddali coś majaczyło, poruszało się, chowało, to znowu pojawiało się przed jej oczami. Nie, nie coś… Ktoś. Mnóstwo istot. Tańczyły.
- Dary Pana - zasyczał melodyjnie Wąż.
- Tak, to moje Dary - przytaknął śpiewny, kobiecy i pełen miłości Głos.
- Dlaczego nazywasz je “Darami”? - zdziwiła się Myszka. - To przecież zwykłe dzieci…
- Nie sssą zwykłe - zasyczał Wąż.
- Są Darami, gdyż obdarowany może je przyjąć lub odrzucić - odparł surowy Głos.
Myszka podeszła do kręgu tańczących istot i wpatrzyła się w nie.
Była tu dziewczynka, która zamiast nóg miała szczątkowe kikuty, a jednak tańczyła na nich z równym wdziękiem jak długonogie tancerki. Był mały chłopiec z głową olbrzyma, ze sterczącym garbem na plecach, poruszający się na wątłych nóżkach karzełka. Była dziewczynka z głębokim otworem zamiast nosa i z głową rozszerzającą się baloniasto ku górze, uśmiechająca się zajęczą wargą. Były dzieci bez rąk i nóg, z brakiem lub przerostem członków, nieme, niesłyszące, niezdolne na ziemi do żadnego ruchu. Były dzieci zrzucane w starożytności ze skał, ledwie ujrzano po narodzinach ich zdeformowane ciała. Były niemowlęta zwane w średniowieczu diabelskim pomiotem i palone na stosach. Dzieci topione jak kocięta przez matki, które przerażało widmo procesu o czary i nieszczęśnicy pokazywani jako monstra na jarmarkach miast i miasteczek całego świata. Byli ci, których los wyniósł wysoko mimo zdeformowanego ciała, gdyż udało im się odgrywać rolę błaznów u boku głupszych od siebie. Były zastępy dzieci, na których dokonywano eksperymentów, by zbadać jak powstaje deformacja i czego unikać w procesie tworzenia doskonałego człowieka. Były dzieci zamykane przed ludzkimi oczami w stajniach, piwnicach, komórkach, żyjące w wiecznej ciemności i izolacji. Dzieci, które całe życie spędziły w zamkniętych zakładach, nie znając rodziców. Dziesiątki, setki, tysiące poczwarek, które na zawsze zamknęły w sobie motyla, ze złożonymi wielobarwnymi skrzydłami. Tu w Ogrodzie wszystkie te dzieci tańczyły, a ich uczucia przenikały przez niekształtne pancerze ciał i unosiły się wokół, lżejsze od oddechu. Myszka odbierała je całą sobą, słyszała i rozumiała.
- Kim jesteś? – zapytała, bez słów, najbliżej tańczącej istoty.
- Mnie w ogóle nie ma, nigdy się nie narodziłem. Moja mama ujrzała mnie, gdy byłem tak mały jak jej dłoń i zatrzymała w pół drogi – odpowiedział chłopiec ze zrośniętymi palcami rąk i nóg i ze zdeformowanym ciałem – zazdroszczę wam, którzyście widzieli ziemię. Chciałbym tam przebywać, nawet gdyby to trwało krótko i miało boleć…
- Boli, tak, to boli – przytaknęła dziewczynka trzepocząca jak ptak szczątkami kończyn – ale tam jest tyle rzeczy do zobaczenia i tyle miłości. Byłam kochana…! – zaśpiewała nagle na cały ogród – nieogród – Byłam kochana…! Kochana!
- A mnie nie chcieli – powiedział chłopiec z nogami karła i głową olbrzyma – zostawili mnie w specjalnym domu i spędziłam w nim całe życie. Ale oglądałem przez okno świat, widziałem ludzi innych niż ja, patrzyłem w niebo, nie tak niebieskie jak w ogrodzie, lecz co dzień inne. I tęsknię za tym, więc już wiem co to tęsknota. Warto dla niej zejść na ziemię.
- Wożono nas w klatce po wielu miastach i pobierano opłatę za pokazywanie tłumom. Tłumy śmiały się i trzęsły ze strachu, ale widziałyśmy tyle miejsc i tyle zdumiewających zjawisk… Ziemia jest piękna – powiedziały chórem syjamskie siostry, zrośnięte tułowiami, których zniekształcone, za duże głowy odchylały się na dwie różne strony.
- Chciałem żyć nawet gdyby to miało być straszne ale nie dano mi. Urodziłem się w czasach, których pozwalano żyć tylko dzieciom doskonałym. Zazdroszczę Ci Myszko. Byłaś na świecie aż osiem długich lat – powiedział chłopczyk, którego malutka głowa pozbawiona szyi, wyrastała wprost z przerośniętego tułowia.
- Zazdrościmy Ci Myszko… Tyle widziałaś… Tyle przeżyłaś… Kochano Cię! – śpiewały Dary Pana, które przebywały na ziemi krótko lub nie widziały jej wcale.- Każda sekunda na ziemi jest warta milionów lat pamięci – nuciły inne, wspominając czas, w którym nawet ból był dowodem życia.
Dary Pana tańczyły wyrażając radość z krótkiego pobytu na ziemi, z krótkich, lecz prawdziwych uczuć, których tam zaznały - miłości, nienawiści, przyjęcia lub odrzucenia, izolacji lub samotności; osaczenia spojrzeniami i zimną ciekawością lub nadmiernym współczuciem; czasami choć rzadko, doświadczały obojętnej zgody na swoją odrębność. Motyl skryty w poczwarce ich ciała trzepotał bezradnie niewidzialnymi dla ludzi skrzydłami; niekiedy ktoś pogłaskał go po wiecznie zwiniętych skrzydłach, i te chwile Dary Boga pamiętały najmocniej. Inne wyrażały w tańcu tęsknotę za nigdy nie doświadczonym darem życia, za nieznaną ziemią, za niedobrymi, ale prawdziwymi uczuciami,które możliwe były tylko tam.”
["Poczwarka", Dorota Terakowska]
Kobieta w ciąży ma wybór:
- przerwać
**
- urodzić i zabić
- urodzić i oddać
- urodzić i wychować…
I jeśli wybierze ostatnią możliwość, niech sprawi, by dziecko czuło się bezpieczne i kochane.
I mówcie sobie co chcecie, ale te wszelkie kwestie moralne/etyczne/psychiczne/etc. związane z ciążą/aborcją, zależą od kobiety. I myślcie sobie co chcecie, klnijcie kościół, że jest konserwatywny i wbrew aborcji. I róbcie sobie, co chcecie. Ale nigdy przenigdy nie miałabym ani chęci, ani odwagi, ani siły, do przerwania życia własnemu Dziecku, nawet za cenę własnego życia. Nie wiem, kto/co o tym zdecyduje, ale to na pewno nie będę ja.
“Był równocześnie Światłem i Mrokiem, Harmonią i Chaosem, Muzyką i Ciszą, Zielonością i Błękitem, Nieruchomością i Wiatrem. Był Jednością. Był Wielością. Był Wszystkim. Był Niczym. Był.”
[Dorota Terakowska [w:] “Poczwarka”]
I Ty też bądź.
Oddychaj, mów, tańcz i śpiewaj.
Żyj. Skoro Ci dano, to nie po to, żebyś siedział na stołku i trafiał śliną w robaki.
Rozwijaj się i twórz.
Męcz się pracując i narzekaj, ale bądź.
Czuj, do cholery!
Śmiej się, jak chce Ci się płakać.
Nie myśl, że jesteś samotny, kiedy dobrze wiesz, że nie jesteś.
Pomyśl, czasem. Że inni mają gorzej, że tak naprawdę nie jest źle. W końcu masz co jeść i gdzie mieszkać.
Bądź Sobą - holistycznie i drobiąc się na krople myśli. A potem znów złóż się w całość.
Ostatnimi czasy, oglądam nieco więcej niż zwykle wspomnianej Music Television. I tam, przynajmniej wieczorami, mają coś takiego, jak:
“Chcesz zaimponować swoim znajomym wiedzą na temat seksu? Wyślij sms, a będziesz
dostawał interesujące ciekawostki na ten temat…” - dałam “”, ale tak naprawdę, to raczej jest tylko podobne, do tego ‘ogłoszenia’.
Ciekawe, co tam ludziom piszą…
Bo mnie na przykład, podobała się informacja z porannego ”Mad Labs” - program National Geographic albo z Discovery Channel, możecie uściślić. No, ale w każdym bądź
razie pan naukowiec, pokazywał ślimaki, w dużym zbliżeniu. Rzecz się miała tyczyć ich
wyginięcia,czy ochrony, nie wiem, akurat byłam w łazience, jak o tym mówili. A potem
było coś o podaniu im Prozacu, i informacja, że po nim, ślimaki mogą wybrać płeć, czy coś
takiego. I większość,nawet te niby żeńskie, wybierają być panami ;) I wiecie co? Mają
erekcję przez 48 godzin!!
Pan lektor skwitował to ”Pozazdrościć…” Tyle, że podobno ta erekcja nic nie daje, bo te
męskie,ale żeńskie nie są w stanie kopulować jak stuprocentowo męskie osobniki.
Pozazdrościć..?
Zajęcia z edukacji medialnej. Może właśnie dlatego, dziewczyny skupiły się nad telefonem jednej z nich? M.numer 1 ogląda zdjęcia.
- To jest ten sam, co tutaj? (oba zdjęcia faktycznie pzedstawiały, jak się dowiedziałam, wciąż
jeszcze aktualnego bożyszcza nasto..znaczy się, dziewczyn - Justina T.)
- Tak, ten sam, Dżaastiin… (odpowiada M. numer 2)
- Tu jakoś mądrzej wygląda (Stwierdza M. numer 1, a Dżastin siedzi, i udaje, że myśli)
JA:
- A to on w ogóle wygląda?? (Lekki szok..?)
Wzrok M. numer 2 i M. numer 3, dosłownie palił się do tego, by mnie killnąć na miejscu.
Uch, ludzie, nim naprawdę się jeszcze można zachwycać? A może: dopiero teraz Znaczy w sumie są gusta i bezguścia,ponoć należę do tych drugich, możliwe całkiem,
ale jaaa… Dżastinem się dzieciaki podniecały razem z całym N’Sync i innymi
bekstritbojsami… I to było bardzo dawno…
Mieć plakat Dżastina nad wyrkiem, i zasypiać i budzić się `przy nim`? O niee…
…jakie szczęście, móc mieć bardziej przyziemne marzenia
lubię tęsknić
wspinać się po poręczy dźwięku i koloru
w usta otwarte chwytać
zapach zmarznięty
lubię moją samotność
zawieszoną wyżej
niż most
rękoma obejmujący niebo
miłość moją
idącą boso
po śniegu
[Halina Poświatowska]
Ciężko mi z tym nieraz, a mimo to, czasem lubię. Skoro się za kimś tęskni, przynajmniej istnieje ta pewność, że jest do kogo. Czeka się za czymś, goni króliczka. Podobno właśnie w tym gonieniu jest największa frajda, nie w samym tylko posiadaniu.
Tęsknię za Tobą, wspinam po poręczy dźwięku i koloru. Dodałabym jeszcze smaku i zapachu. Każdym zmysłem Cię rozbieram na czynniki pierwsze, by nauczyć się, zapamiętać i móc wspominać. Nieraz nieświadomie badam linie papilarne Twego ciała, by móc odtworzyć je w jakichś skomplikowanych procesach myślowych. Nie mam genialnej pamięci, ale czuję Cię obok, nawet gdy jesteś daleko stąd.
I to jest trochę jak wspinanie się na szczyt góry. Idziesz, niezależnie od pogody, skoro już
zacząłeś. Stawiasz kroki na tyle ostrożnie, by nie zsunąć się w przepaść. Co jakiś czas przystajesz, oglądając się w dół, by spojrzeć, jakie trudy już pokonałeś. Innym razem przebierasz w przydrożnych kamyczkach, by zabrać na pamiątkę te najciekawsze, czy najładniejsze, lub paradoksalnie te, które najbardziej wbijały Ci się w podeszwę buta, czy wpadały w sandały.
A potem znów ruszasz w drogę, wdychając zieleń powietrza, czując jakiś przedwieczny
pierwiastek życia. Wtedy wiesz, że nie jesteś sam we wszechświecie, choć chwilowa
samotność tak bardzo smakuje. Rozkoszuj się nią między tym zejściem, a kolejnym wejściem. Zbieraj siły, by dotrzeć do końca szlaku.
I idź dalej, bo kiedy już znajdziesz się na szczycie i obejrzysz ponownie na drogę, którą
właśnie przebyłeś, będziesz miał nieskończone wrażenie, że było warto, choćbyś miał tu
“Budzimy się o świcie. Jak na granicy życia i śmierci. Czekamy leżąc, aż za oknem stworzy się świat. Czasem czujemy niewytłumaczalny lęk - że się nie stworzy. Że ptaki się już nie odezwą. Że słońce już nie wzejdzie.
Ale przecież wschodzi.
I zaczyna się nowy dzień, kolejny dzień naszego życia.”
[Anna Janko, 'Dziewczyna z zapałkami']
Poczyniłam pewne odkrycie, czytając ten fragment dziś w pociągu. Mianowicie: to jest właśnie dokładnie to, czego i ja się boję. To nie są żadne emo-fobie. Nie chcę ciąć tego życia, choć czasem niefizycznie boli. Boję się zasypiać, mówiłam nie raz. Bo nie wiem, czy się obudzę. Nie wiem, czy wciąż ktoś będzie za mną czekał. Boję się wpadać w sen, bo
nie jestem pewna, czy z niego wyjdę.
Nieraz jest to dość męczące, i wyczerpujące psychicznie. Leżę w łóżku, próbuję zasnąć, ale
każde zamknięcie oczu powoduje natłok myśli, ` a co jeśli, a gdyby, a dlaczego, a może..?`
I wtedy szybkie szarpnięcie powiek. Koniec snu, choćby na chwilę. Boję się. To jest jak
piorun. Szybki błysk-otwarcie oczu-uderzenie-świadomość.
Obawa. Fobia? Strach, przed nieznanym. Lęk, jakiś prapierwotny, albo wręcz dopiero co zrodzony. W mojej głowie, z moich myśli, z mojej niewiedzy. Jestem matką tego bólu,
który sama karmię. Nie rozumiem, nie ogarniam. I cholernie obawiam się tego, co się stanie.
Normalna kolej rzeczy, nienormalne pojmowanie.
Notka czysto refleksyjna, nie nakręcająca na doła. Po prostu jedna z myśli. Moich.
Paranoi.
Ot tak, póki cytat mam przed sobą.
”- Dobrze więc - powiedział łagodniej - odpowiedz, czy lubisz, gdy cię całuję “byle jak”?
- Och! - zawołał paź (..) - lubię, gdy mnie całujesz “byle jak”! Ale nie nazywam tego tak lekceważąco. Wszystkie pocałunki można opowiedzieć przez kwiaty…
Są długie, nagie, bladożółte tulipany: przynoszą obietnicę ocieplenia. Są żonkile i narcyzy, proste, bezlistne, z płomykiem pośrodku, te zapowiadają przyjemną niespodziankę. Są fioletowe bzy, ciężkie, wilgotne, pachnące szaleństwem, którego tak bardzo się boimy… I róże, dumne, ale pełnie niepojętych tajemnic i tęsknot nie wiadomo za czym… Pożąda się ich najbardziej, chociaż tak bliskie są bólu, który zadają kolce.
Pocałunki, które nazywasz “byle jakimi”, to po prostu stokrotki i koniczynki, zrywane na spacerze nie po to, by je zabrać do wazonu, ale by wsunąć je w dziurkę od guzika.
Ci, którzy patrząc na tytuł notki, myślą, że będzie zawierała jakiekolwiek rozważania na temat męskiego członka zwanego penisem, mogą odejść od monitora. Albowiem, sklecę tu kilka zdań o męskim członku, ale składającym się z elementów wielu, nie tylko z męskiego członka zwanego penisem. Będzie to męski członek Najlepszego Zespołu Na Świecie (oczywiście, to tylko moja opinia, z którą możecie się nie zgadzać, albo i zgadzać, w zależności od tego, kim jesteście). Będzie tu mowa o nieżyjącym już, Sydzie.
Syd Barrett współpracował z zespołem Pink Floyd, jeszcze zanim zespół przybrał ostateczną nazwę. Barrett był twórcą większości wczesnego materiału zespołu. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie rosnąca popularność, która niestety przyniosła ze sobą negatywne skutki sławy - presja, załamanie psychiki, narkotyki, niesubordynacja. Tuż po tym, trzeba było pomyśleć o wylaniu go z grupy, i może dobrze się stało, bo odkryto wszechtalenta Gilmoura. Ale wracając do Syda - zajął się solowymi albumami. Solowe kariery robili także Waters i Gilmour. O nich było i jest głośno,koncertują, nagrywają, całkiem niedawno, pierwszy z nich był w Polsce ze swoją operą - Ca Ira ( 25 sierpnia 2006 w Poznaniu) - a drugi dał koncert (26 sierpnia 2006 artysta wystąpił na terenie Stoczni Gdańskiej); operę udało mi się widzieć w telewizji, koncertu posłuchać w radiowej Trójce, o ile się nie mylę. W tym samym roku, 7 lipca zmarł Syd Barrett.
Dlaczego mówię, że jest niedoceniany? Ano właśnie dlatego.
Będąc pod ogromnym wpływem ich Muzyki ostatnimi czasy, zastanawiam się, którą piosenkę czy płytę wybrać na ulubioną. I kurde nie wiem, wybór jest z byt wielki, piosenki zbyt genialne.
Utwory Syda pozostają w cieniu jego dwóch kolegów. Przesłuchując je, dochodzę do wniosku, że w indywidualnym starciu Gigantów, właśnie pan Waters jest na końcu! /Wywyższając The Wall, mam wrażenie, że innymi solowymi kawałkami nieco się podłożył, sam pod siebie./ Zdecydowanie przebijają go David i Syd. Ale tych dwóch już porównać się nie da. Muzyka jest zupełnie inna. Syd jest leciutki, czasem skoczny, słychać tam
stare Floydowskie granie. Proste dźwięki, a tyle radości. David jest pełen melancholii, jego gitara zdaje się śpiewać wraz z nim. Głęboki głos oddaje
wszelkie barwy emocji. Teksty są urocze, metaforyczne nieco, bardziej plastyczne i obrazowe.
Obaj wypadają w tym porównaniu podobnie wysoko. Dlaczego więc Gilmoura znamy, a o
Sydzie niewiele wiemy? Czas to zmienić, i sięgnąć po kawałki Syda (jeden z tekstów w poprzedniej notce).
**
Shine On You Crazy Diamond!
Ale to tylko moja opinia jest. Swoją możecie wyrazić poniżej.
when i woke up today
and you weren’t there to play
then i wanted to be with you
when you showed me your eyes
whispered love at the skies
then i wanted to stay with you
inside me i feel alone and unreal
and the way you kiss will always be
a very special thing to me…
when i lay still at night seeing
stars high and light
then i wanted to be with you
when the rooftops shone dark
all alone (i) saw a spark
spark of love just to stay with you
inside me i feel alone and unreal
and the way you kiss will always be
a very special thing to me…
if i mention your name
turn around on a chain
then the sky opens for you
when we grew very tall
when i saw you so small
then i wanted to stay with you
inside me i feel alone and unreal
and the way you kiss will always be
a very special thing to me…
A restless eye across a weary room
A glazed look and I was on the road to ruin The music played and played as we whirled without end
No hint, no word her honour to defend
I will, I will she sighed to my request
And then she tossed her mane while my resolve was put to the test
Then drowned in desire, our souls on fire
I lead the way to the funeral pyre
And without a thought of the consequence
I gave in to my decadence
One slip, and down the hole we fall
It seems to take no time at all
A momentary lapse of reason
That binds a life for life
A small regret, you won’t forget,
There’ll be no sleep in here tonight
Was it love, or was it the idea of being in love?
Or was it the hand of fate, that seemed to fit just like a glove?
The moment slipped by and soon the seeds were sown
The year grew late and neither one wanted to remain alone
One slip, and down the hole we fall
It seems to take no time at all
A momentary lapse of reason
That binds a life for life
A small regret, you won’t forget,
There’ll be no sleep in here tonight
One slip … one slip
**
‘One Slip’ - Pink Floyd
z: A Momentary Lapse Of Reason - aktualnie moja ulubiona płyta, uważam.
Jest śliczna Ona i przystojny On. Młodzi, o idealnej sylwetce. Ona leży nago, gdzieniegdzie zaplątana w pościel. On bierze kostkę lodu i zaczyna nią dotykać Jej zgrabnego ciała. Ona uśmiecha się, włosy opadają lekko na twarz. On pozwala sobie dotknąć co wrażliwszych miejsc. Wzdłuż kręgosłupa, coraz niżej. Potem brzuch, przesuwa ją /tę kostkę/ raz niżej, raz wyżej; koło pępka, potem wokół jej piersi… Dotyka szyi. Lód tak fajnie topnieje po kontakcie z Jej skórą. Robi się gorąco, słyszysz Jej oddech. On z uśmiechem dotyka Jej twarzy. Podbródka. Ust. I…
- A właściwie, czego to jest reklama?
- Pasty Sensodyne!
Właśnie. Po “I…” czar pryska. Kiedy kostka lodu dotyka Jej zębów, dziąsła, na twarzy pokazuje się grymas, słyszysz syk, i aż czujesz Jej ból! Taaak! Tak właśnie wyglądają mega dobre reklamy Nasycone erotyzmem, działają na fantazję, mają podtekst seksualny, a reklamują co? Pastę do zębów! Twórcom gratulujemy pomysłów
Wszyscy jej chcą, bo się dobrze reklamuje. Jest kolorowa, słodka, trochę tajemnicza,
wymarzona, wytęskniona. Wiesz, że istnieje, i wiesz, że ta jedna jest właśnie dla Ciebie.
Często widzisz ją w kiosku czy sklepie, spotykasz parami gdzieś na ulicy. W końcu wypatrujesz ten jeden egzemplarz, który koniecznie musi być Twój. Jest kolorowy, i srebrzy się tym swoim sreberkiem. Chcesz odwinąć jak najszybciej, spodziewasz się czegoś słodkiego, co chciałbyś skosztować. Dostajesz się do czekolady, jest słodka - to etap, kiedy jest Wam razem dobrze, kiedy Wasze pocałunki są tak lekkie i przyjemne, słodkie i delikatne, życie jest piękne, Ona ma cudowną skórę a On ładnie pachnie, fajnie się Wam razem kocha, macie dla siebie dużo czasu, i nie chcecie z niego stracić ani sekundy. Ale po którymś gryzie, czekolada się kończy. I tu, uwaga! Nie koniec niespodzianek. Kiedy nasycicie się słodkością, znajdziecie plastikową skorupkę. Oczywiście, każde z Was będzie chciało ją otworzyć, żeby zobaczyć, co jest w środku, przekonać się, czy warto. Oczywiście, nie chcecie znaleźć tam jednoczęściowej figurki, one zawsze zdają się być najnudniejsze. Otwieracie więc z lekkim niepokojem, i na szczęście, znajdujecie kilka części, jak potrząśniecie, to tak fajnie grzechoczą. Wiecie już, co to jest? Ciężko poznać po kilku niezgranych częściach, nie? To ja Wam powiem: właśnie trzymacie w ręku swoje uczucie. Rozłożone na czynniki pierwsze. Niespójne, skomplikowane, bo nawet nie wiecie, co ma przedstawiać. Kiedy położycie je wszystkie obok siebie, będzie to tylko garstka różnych emocji, uczuć, o różnym kształcie, natężeniu, wielkości. Pomiędzy, choć niewidzialne, działają pewne siły. Czas, przestrzeń, myśli, a nawet inni ludzie, choć na to ciężko wpaść. To, że części są nie złożone, świadczy o tym, jak wiele czynników krąży wokół nich, jakie przeszkody musicie pokonać, żeby uzyskać idealnie złożoną zabawkę. Macie już duże paluszki, więc niezgrabnie póbujecie połączyć części w jedno, czasem sami nie dajecie rady, ale po to właśnie jesteście we dwoje. Czasem wpadniecie na rozwiązanie szybciej, czasem kłócicie się, kto nalepi naklejki, czasem wyjdzie to krzywo i trzeba poprawiać. Ale w efekcie, macie śliczną, kolorową, wyczekaną zabawkę.
I tylko od Was zależy, jak bardzo będziecie o nią dbać, czy postawicie na półce i zapomniecie, pozwolicie zaodziać się jej w kurz, czy też będziecie często obracać ją w palcach, i przypominać sobie za każdym razem, jak trudno było ją zdobyć…
Aha, i jeszcze jedno. Jak będziecie pewni, że nie chcecie jej rozmontować, wyrzućcie skorupkę. Ona sprzyja temu, że co jakiś czas, będziecie chcieli pobawić się od nowa, psuć i układać raz jeszcze. Co prawda zabawka ta nie jest tak skomplikowana jak tysięczne puzzle… ale analogia bardziej mi się podoba.
* Miłość jako Kinder-niespodzianka interpretuję też w inny sposób. Ale o tym wspomnę dopiero przy takiej okazji
wykładu o atrakcyjności. Psychologia społeczna, 8 rano, po wstaniu z trudem i okazaniu ogromnej chęci, na uczestnictwo w wykładzie. Ku mej uciesze - film.
Ku memu przerażeniu - okazuje się, że już po 1 sekundzie oceniamy,
czy ktoś jest atrakcyjny czy nie… I pomyśleć, że AŻ tyle zależy od 1 SEKUNDY?! I weź tu się pokaż komuś obcemu ;P
Ku mej największej radości - istnieje coś takiego jak stosunek obwodu talii do obwodu
bioder. Współczynnik ten im mniejszy tym lepiej, ale idealny jest 0,7 - wąska talia, szerokie biodra. Atrakcyjne są krągłości. Im więcej tym lepiej. Tym sposobem i jeszcze innym, panna K. ucieka od kompleksów
“U panów to zawsze ruch w interesach…” /wypowiedziane przez panią prowadzącą/
I tylko po to było tyle siedzieć? Jakbyśmy nie wiedzieli. Skoro panów jest tylko 3,
a pań kilkadziesiąt, to jakże ma być inaczej? No, przepraszam, jeszcze mam podpis w
indeksie, znalezionym po wielkim trudzie poszukiwań. I za co, pytam się, te 5 godzin marudzenia?
Uh, miejsce przy oknie, fajnie, będą ładne widoki, o Słońce wychodzi czy raczej wschodzi
gdzieś tam hen na innym kawałku Ziemi a ja to widzę jak Mały Książę tylko że nie mam
krzesła do podziwiania i przestawiania, by widzieć je raz za razem. A teraz poczytam te cholerne notatki skoro jutro mam je zaliczyć choć wolałabym co innego i spać mi się tak strasznie chce a jutro jak dziś wstanę przed 6 i kiedy ja to odeśpię? I ludzie wokół śpią no może nie wszyscy, bo pan z naprzeciwka ma chyba chory pęcherz albo jest starym napaleńcem o niebieskich oczach i ciągle trzyma rękę między nogami na szczęście swoimi. Ale ma śmieszne paznokcie u rąk takiego kształtu jeszcze nie widziałam takie gładkie i jakby polerowane i tak śmiesznie się kończą zwężając u czubka, ale mnie to przypomina coś innego hah, ale przecież on nie wie, że ja się z niego śmieję. A dziewczyna obok zakopała się w kurtkę żeby spać i nikt jej nie widział pewnie też ma otwarte usta kiedy śpi bo ten chłopak obok ma i strasznie chrapie ale właśnie przestał bo przypadkiem osunął się w moją stronę, ach czemu to nie Ty i to mi przypomina podróż do Londynu kiedy On spał obok i nieświadomie się oparł, pewnie myślał że to Ona ale jej tam nie było, co myślał On a o czym Ona i dlaczego ja pomiędzy?
Skoro nie ma Ciebie to wtulę się w swój płaszcz i zakryję tak by nie widzieli mej twarzy i jak zamknę oczy to będziesz Ty albo Słońce i takie czerwone od środka powieki i taki uśmiech na twarzy i czemu jest śnieg skoro Słońce i tak razi w oczy ale to dobrze jest uśmiech dużo uśmiechu i rozleniwienie i rozkosz i rozkołysz mnie jeszcze raz jak stukot pociagu i pomyśl o mnie jak spojrzysz przez szybę bo ja myślę ja mam zdjęcie ja czekam.
http://wiadomosci.onet.pl/1460429,2678,1,kioskart.html - wywiad z Marco Donarinim, założycielem pierwszego we Włoszech parkingu dla par uprawiających seks w samochodzie.
Koncepcja: legalny parking, na którym za jedyne 10 Euro za półtorej godziny plus 3 Euro za każdą następną, możesz uprawiać seks bez obaw przyłapania przez rodzica (kończy się pewnie szlabanem czy inną karą) / policjanta (za to grozi mandat) /zboczeńca czy innego złodzieja/mordercę (bo monitorowany i pilnowany). Zdarzyło Ci się kiedyś nie mieć gumek, kiedy były potrzebne? Są i automaty z prezerwatywami.
Brzmi idyllicznie? Kontrowersyjnie? Skandalicznie? A może właśnie myślisz - świetny pomysł?
Być może też należysz do grupy Mentalnego Wsparcia Zasad Kościoła, i właśnie jesteś oburzony tym, co przeczytałeś? Przecież to praktycznie dzieci! I one w ogóle mogą myśleć o seksie?! I w dodatku to zgodne z prawem?! No a Kościół?
Z wywiadu:
“Czy jest pan katolikiem?
Tak, a skąd to pytanie?
Pański projekt może nie być zgodny z zasadami katolicyzmu.
Ach, bzdura. Seks istniał zawsze i tak będzie w przyszłości.
Tak więc nie ma powodu, aby iść do spowiedzi?
Absolutnie nie. To przecież nie jest grzech. Wręcz przeciwnie. Troszczę się o bezpieczeństwo i jestem z tego dumny.”
Tak więc, jeśli jesteś Włochem i masz okazję spróbować - próbuj, jeśli chcesz i masz z kim. Podobno każdego na to stać.
Jeśli żyjesz w Polsce - może warto o tym pomyśleć i rozkręcić własny biznes? Tylko uważaj na nisko latające nietoperze i rydze rosnące przy parkingach
—-
Jeśli wciąż będę cierpieć na bezsenność nocną, to można się spodziewać takich głupot jeszcze nie raz
… te iskierki w oczach Rogera Watersa, podczas “Bring The Boys Back Home”, te gitarowe solówki pana z lewej, kiedy jego dłonie omal nie dotykały się, kiedy grał “Comfortably Numb”, ten show Cindy Lauper i prostota Sinnead O’Connor, bejsbolowe czapeczki męskich chórków, solówka pana nauczyciela i jego dyndanie na sznurkach, dłoń na murze, gdzieś między ‘Hello’ a ‘is there anyone at home..?’ …
… to wszystko przykuło mnie na 2 godziny do telewizora i podłogi stołowego pokoju, w wilgotnych włosach, spodenkach od pidżamy i staniku, byleby nie stracić nic. Nie do końca mi się udało, ale bardzo się starałam, i jeszcze kiedyś mi się uda
Podobno są już na to dowody. Pierworodne dzieci są najmądrzejsze Już kiedyś o tym czytałam, powołują się na to, że te dzieci dostają więcej opieki, uwagi i wolnego czasu od rodziców. To im dorośli muszą zapełnić czas rozsądnie w miarę. Coś w tym kurczę jest. Rodzice ci nie wiedzą jeszcze jak dokładnie postąpić z dzieckiem, chcą dla niego jak najlepiej i starają się być przy nim, by nic mu się nie stało, by miało idealne warunki do rozwoju. Martwią się, że coś zrobią nie tak. Obawa ta znika powoli z każdym kolejnym dzieckiem. W końcu wtedy mają już jakieś doświadczenie. I tak:
Pierworodni są na ogół: pracowici, ambitni, opiekuńczy, zorientowani na konwencjonalne kariery, jak medycyna czy prawo. Są bardziej inteligentni (przeciętnie o trzy punkty IQ) od swego rodzeństwa. Zdobyli więcej Nagród Nobla, choć częściej za rozwijanie istniejących idei niż za rewolucyjne koncepcje. Pierworodni to np.: książę Karol, Bill Clinton, Tony Blair, sir Richard Branson, J.K. Rowling.
Drugie w kolejności dzieci są często: pomocne, uczuciowe, wesołe, kreatywne i towarzyskie, ale z tendencją do buntu. Chętniej podróżują i uprawiają niebezpieczne sporty. Bardzo wielu aktorów komediowych to drugie dzieci. Drugie dzieci: Ricky Gervais, Dawn French, Fidel Castro, Bill Gates, księżna Diana.
Najmłodsze latorośle są na ogół: optymistyczne, gotowe do podejmowania ryzyka. Lubią zwracać na siebie uwagę otoczenia. W nauce formułują rewolucyjne teorie. Przykłady: Darwin, Kopernik, Kartezjusz, Ronald Reagan, Jim Carrey, Mozart.
Pozostaję przy tym, że z pierworodnymi ‘na ogół’ się zgadzam. Z drugich zabiorę im tylko tendencję do buntu, a trzecim dzieciom teorie. Może nie są strasznie rewolucyjne, ale własne tworzę ;D
edit:
Zapomniałam wcześniej… ciekawe, jak to działa w przypadku jedynaków? Tak jak dziecko pierworodne..? Chyba nie, no bo skoro zwraca się uwagę na opiekę dziecka I nad II..?
Dowiedziałam się wczorajszym popołudniem, iż, istnieje przesąd mówiący o tym, że co w Sylwestrową noc, to i cały rok. W przesądy to ja nie wierzę (ponoć trza mieć też nowe majtki wtedy? A po co, skoro i tak się je zdejmuje? ) , nie pamiętam, żebym ostatni rok siedziała non-stop przed telewizorem, a dwa lata temu przechorowała 12 miesięcy Ale nie zaprzeczę, że wejście w Nowy Rok miało dużo uroku, pomimo, że a także było nader przyjemne, chociaż oraz nie obrażę się, żeby zdarzało mi się w ciągu całego roku.
Nie podsumowuję działalności, nie stawiam noworocznych obietnic, ale kończę tym enigmatycznym nieco zakończeniem
Wszyscy myślą o Sylwestrze, większość wypytuje: a jak plany, a dokąd, a z kim.
A co ja mogę odpowiedzieć? moje plany, nieładnie mówiąc, poszły do lasu. I robią nieprzyzwoite rzeczy. Czego nie mogę powiedzieć o sobie. Ja zostanę w domu, z mamusią i tatusiem, włączymy telewizor, obejrzymy kilka komedii, więcej głupich programów i relacji z innych polskich miast. Ciekawe czy dadzą coś ode mnie. Na Placu Wolności ma być jakieś multimedialne show, tradycyjnie pewnie będzie przed Zamkiem. A w Radomiu? Przecież też coś będzie na Placu Jagiellońskim… Co, to jeszcze nie mam pojęcia. Ale po co mi to wiedzieć, skoro i tak sama się tam nie wybiorę? A przydałoby się spalić poświąteczne kalorie na jakiejś imprezie. Widocznie trzeba to odłożyć już na nowy rok. Odbijemy, w Poznaniu, skoro tu nie ma gdzie.
No, to wszystkim wszystkiego lepszego na Nowy Rok życzę, oby nie było gorzej niż jest
Tym optymistycznym akcentem, kończymy. Dzisiejszy program sponsoruje literka R i cyferka 8.
‘Ile dasz z siebie tyle dostaniesz sam‘ No to dawajcie i bądźcie tymi co dostają.
“Patrzę w okno - słońce jakby do mnie uśmiechnięte, nie myślę teraz o tym co jest chore, pokrętne, nieźle pierdolnięte życie codzienne, co jutro - to jutro, jest mi teraz obojętne no bo ja wiem gdzieś tam w środku że wszystko będzie dobrze..”
[Le Illjah - Jamal - "Nowy Dzień"]
Brzuch mnie boli, i wszystko inne na samą myśl, ile roboty mnie czeka. Najgorsze jest zawsze zacząć… Ale to już za mną. W przerwie piszę. I wracam do czytania. Byle nie myśleć ile tego jest, i przebrnąć po kolei przez kolejne sterty kartek. A potem… ale się zdziwię, jak to skończę :))
Cieszyć się z tych małych rzeczy, puszczać `kaczki` na wodzie, śmiać się do łyżki, która wydłubuje pyszny krem ze słoika, uśmiechać na rozkoszne myśli, myśleć o życiu jak o jednej wielkiej podróży, smakować je wszystkimi zmysłami, sprawiać innym radość, rozkwitać z dnia na dzień, bywać jak dziecko, zwracać uwagę na drobnostki, marzyć, mieć swoje tajemnice i małe radości…
Tak, to jest właśnie to podejście.
**
Mieliście kiedyś świat swoich marzeń zamknięty w małych szklanych kuleczkach? Na to nigdy nie jest za późno.
Cały świat przegląda się w kałużach
niebo jest niebieskie a słońce się odbija
choć są głębokie, zadnej nie omijam,
o, widzę nawet podeszwę swego buta
robię fale, listek na nich pływa
a wszystko to sprawia,
że jestem szczęśliwa
Życie po to jest żeby je przeżyć
Trzeba komuś zaufać, w coś wreszcie uwierzyć
Każdego ranka podróż zaczyna się od nowa Dużo lepiej się idzie, gdy podniesiona głowa
Daj sobie wreszcie kredyt zaufania
Masz mało do starcienia,bardzo dużo do zyskania Każdy ma jakiś talent, więc zacznij cos robić
Po jakimś czasie zacznie Ci wychodzić
Wtedy przyjdzie satysfakcja - nikt Ci jej nie odbierze!
Ale musisz uwierzyć w siebie, uwierzyć szczerze!
Pogódź się z samym sobą, uczyń swoje “ja” bratem
Rastafara pokieruje twoim światem
I pozbędziesz się zwątpienia, pozbędziesz sie troski
Wszelkie problemy zamienią się w drobnostki
[Natural Dread Killaz, "Uwierzyć w siebie"]
Dlatego ja wybrana z naszej dwuosobowej grupy jako ta-co-ma-kawałek-zdolności, spędziłam weekend na tworzeniu plakatów
na nasze środowe zaliczenia pedagogiki społecznej. Efekt oceni grupa, ale myślę, że może mnie nie zlinczują xD
Rysowanie staruszków nie jest moim ulubionym tematem rysunków. Ale za to jeden jest na bezludnej wyspie z Rasta Palmą ^^
Ogólnie: dalej jest pozytywnie, bo czemu nie? Dwa koła do przodu, zabawa z pastelami wygrana, czwartkowa posiadówa git, plany na przyszłość super. Żyć, nie umierać, mwaha!
/////// po zajęciach:
- plakaty podobały się bardzo, ha!
- ocena z prezentacji (5) będzie oceną na zalkę z ćwiczeń, ha!
- niestety będzie też egzamin… ale dam radę, a jak!
budzisz się rano, słońce wstaje
kolejny dzień się zaczyna
patrzysz w lustro, oczy podkrążoneponura twa mina
zastanawiasz się gdzie jest twoja dziewczyna
czemu budzisz się sam, nagle ci się przypomina
że wcale jej ni ma, a szkoda
odkręcasz kran a tam tylko zimna woda lodówka pusta a żołądek o pomoc woła
myśli: przejebane! już z samego rana ma doła a tu cały dzień przede mną i przede mną szkoła jednak nie martw się, za oknem piękna pogoda
słońce świeci, ludzie chodzą wciąż dookoła
i nieważne co się stanie, wiem że podołam
bo nieważne co w twym życiu się dzieje
wiem, że człowiek jest lepszym gdy się śmieje
i nieważne co w twym życiu się stanie musisz odnaleźć swoją drogę w Babilonie
w tym bałaganie idź z głową w chmurze
jak Jah na górze
budzisz się rano, słońce wstaje
kolejny dzień się zaczyna
patrzysz w lustro, oczy podkrążone
ponura twa mina
chciałbyś żeby już była wiosna
i się skończyła zima w uszach muzyka radosna i pogoda miła
ale za oknem ciągle pada i w ogóle kiła
stara sąsiadka coś tam gada
że biba za głośno była
a ja w to wszystko wbijam, dopóki słońce świeci idę przez świat szeroki, w sercu mi muza leci
w piaskownicy razem z psami bawią się dzieci
jakiś żul pod śmietnikiem zbiera dla siebie śmieci ziemia cały czas wokół swej osi się kręci
i wszystko jakoś leci
bo nieważne co w twym życiu się dzieje wiem, że człowiek jest lepszym gdy się śmieje
i nieważne co w twym życiu się stanie
musisz odnaleźć swoją drogę w Babilonie
w tym bałaganie
idź z głową w chmurze
jak Jah na górze
[DreadSquad, "Budzisz się rano"]
No, i jak masz zły dzień, to pokaż mu język, jak ja, o!
I idź dalej swoją drogą z uśmiechem na twarzy, tak po prostu i dla siebie
Ludzie chcą usłyszeć wieści złe że nie mam co pić, że spać nie mam gdzie że cały ten cholerny świat, cały ten cholerny świat wali mi się na grzbiet…
że góra z góra się nie zejdzie że para w parze z nieszczęsciem że między mną a nią, między mną a nią Anioły w niepokoju drżą
albo źle, najgorsza rzecz, że nie ma już mnie że Ja i cały mój cholerny świat to już nie teraźniejszy czas
Bo Ludzię chcą usłyszeć wieści złe Bo tak to juz jest, że nie ma już mnie że nie ma już mnie…
Ale ja… jestem szczęscie rozpiera mnie…
["Ludzie chcą usłyszeć wieści złe", HappySad]
~||~
Jestem, i dlatego właśnie rozpiera mnie szczęście. I nieważne, że jest prawie 22. Nieważne, że mam wstać o 5.45, żeby zdążyć na 8 by zacząć dzień na uczelni. Nie liczy się to, że o 8 piszę koło, na które nic nie umiem, i najbliższe godziny spędzę nad książką. Co z tego, że też jutro prowadzimy Edukację zdrowotną. Mam się przejąć tym, że zajęcia skończę prawie o 17? Że w międzyczasie nie będę mieć kiedy zjeść? Że wydam majątek na bułki i kawę z automatu? Mam się martwić, że na ostatnich ćwiczeniach mój kiepski wygląd wzbudzi politowanie u pani prowadzącej? Co z tego? Żyję, i to jest sam w sobie zajebisty powód do radości. Wierzę, że kiedyś wszystko się ułoży, i będziemy mieć więcej powodów do uśmiechu. Bo życie jest tak wspaniałe…
Nieważne, że dziś mi odbijało. Nieważne, że miałam ochotę krzyczeć, że nawet rozważałam, czym tu się chlastnąć. Ale stare blizny przypomniały, dlaczego mam tego nie robić. Ale są ludzie, dla których nie warto. Przecież nie starczy mi życia na tyle, żeby poznać każdą cząstkę radości. Dlatego nie będę go tracić na depresyjne myśli, postanawiam. Bo życie jest tak wspaniałe…
“Elfy są przedziwne. Budzą zadziwienie.
Elfy są cudowne. Sprawiają cuda.
Elfy są fantastyczne. Tworzą fantazje.
Elfy są urocze. Rzucają urok.
Elfy są czarowne. Splatają czary.
Ich uroda powala. Strzałą.
Kłopot ze słowami polega na tym, że ich znaczenie może się wić jak wąż. A jeśli ktoś chce znaleźć węże, powinien ich szukać za słowami, które zmieniły swój sens.”
~||~ Think twice before you think. ~||~
Zawsze uważaj na to, co akurat zamierzasz powiedzieć.
Postaraj się nie powiedzieć czegoś tak, aby ktoś nie zrozumiał tego inaczej, niż sobie tego życzysz. Nie wrzucaj węży między słowa. Jest ich wystarczająco dużo. Nie owijaj w bawełnę, prościej jest wysłowić to prościej. Tak, aby nikt nie miał wątpliwości, co masz na myśli.
‘**
‘Pamiętaj by Twoje słowa nie wyprzedziły uczuć
Zapamiętam by słowa Moje nie wyprzedziły ich…’
,,Myślałam, że życie to kabaret.A ty mi mówisz, że to jeden wielki orgazm ? “
/’Białe Jabłka’, Jonathan Carroll/
I coś w tym jest. Życie bywa komedią i tragedią, nieraz jednocześnie.
Ale kiedyś otworzysz oczy, spojrzysz wstecz i przypomniesz sobie, jak było fantastycznie, jeszcze przed chwilą. Znów zamkniesz oczy i pomyślisz, że mogłoby tak być cały czas.
I wtedy poczujesz, że przyjemność jaką odczuwasz jest nie do opisania. Coś przejdzie obok Ciebie, coś rozpłynie się we wnętrzu, a Ty spojrzysz w głąb siebie, i zobaczysz, jak bardzo się cieszysz, z tego, że żyjesz.
I nie szkodzi, że kiedyś bolało. Nie szkodzi, że ktoś zgasił światło i byłeś w ciemności. Nieważne, że burczało Ci w brzuchu. Nieważne, że udrapałeś się w policzek czy zwichnąłeś sobie kostkę. Nie będzie się liczyć, że coś Ci się nie udało.
Jedyne, o czym będziesz myślał, to to, że żyjesz i zajebiście się z tego cieszysz. Bo nie ma nic, gorszego niż to, że życie ucieka Ci przez palce, a Ty nie wiesz, co tu robisz. I obiecaj, że nigdy nie będzie nic, co popchnie Cię w Twój ostatni oddech.
Czasem nie warto nadawać kształtu rzeczom. Czasem lepiej zostawić ich bieg samym sobie. Czasem lepiej się mu poddać. Czasem lepiej poczekać, aż treść znajdzie sobie formę, usadowi się w niej wygodnie, i zostanie. Usiądziew niej cicho i spokojnie. A wtedy ja dopasuję się do niej i będziemy razem trwać.
Czasem lepiej nie powiedzieć za dużo. Czasem lepiej nie myśleć. By zrozumieć.
“Stay or forever go
Play or you’ll never know
What heaven decided
You can’t deny it’s
All you’ve been waiting for
Stay or forever go
Play or you’ll never know
Your spirit’s devided
You will decide if I’m
All you’ve been waiting for…” /’Only This moment’, Royksopp/
A samotność tak wielka, że nie da się jej ogarnąć.
Nie umiem objąć jej ramionami, nie umiem przegonić, nie umiem się z nią pogodzić. Mam znajomych, przyjaciół. Ale to już nie wystarcza. Potrzeba mi kogoś, kto po prostu będzie obok.
” Samotny wśród ludzi, którzy myślą - on nigdy nie jest sam…”