Wampiriada jesień 2009 w Poznaniu za pasem

Terminy zbiórek krwi:
16.11
Politechnika Poznańska
(salka Duszpasterstwa Akademickiego przy kościele św. Rocha)

18.11
Uniwersytet Adama Mickiewicza
Wydział Matematyki i Informatyki – Klub Studencki

19.11
Politechnika Poznańska
Centrum Sportu, sala gimnastyczna, Jana Pawła II 28

19.11
Wyższa Szkoła Hotelarstwa i Gastronomii teren przed Szkołą

23.11
Uniwersytet Ekonomiczny teren przed Gmachem Głównym UEP

24.11
Uniwersytet Ekonomiczny Hala Sportowa ul. Dożynkowa 9

26.11
Uniwersytet Adama Mickiewicza parking przed Wydziałem Biologii

27.11
Politechnika Poznańska
parking budynkiem Wydziału Budownictwa i Inżynierii Środowiska

30.11
Uniwersytet Adama Mickiewicza parking przy wjeździe do kampusu

1.12
Uniwersytet Przyrodniczy ul. Wojska Polskiego 28, holl Collegium Maximum

2.12
Akademia Sztuk Pięknych budynek A, Al. Marcinkowskiego 29
WSE/WNS Ogrody

ZAPRASZAMY OD 9 do 14 w podanych terminach!:)

Wolny dzień ;]

Ktoś tu trafił dzięki frazie “6 maja wolne na wse uam” Więc tak… 6 maja jest wolny na UAM! :D Tak jak i 7 i 13 maja również ;]

Mro Iło.

Mro iło pcheneł mange kaj tut kamaf
Pchen jek ław me man tutyr na ładziaw.


Pomarańcze i Mandarynki

Okrągłe i słoneczne. Żółto-pomarańczowe. Cytrusowe. I niewątpliwie świąteczne.

Czasem coś jest tak mocno osadzone w tradycji i zwyczaju, że nie sposób o tym zapomnieć. Pomimo, że w święta pamiętamy o choince, o prezentach, opłatku, dodatkowym nakryciu i masie innych obowiązkowych elementów, słowo daję, nie wyobrażam sobie, żeby zabrakło mi zapachu pomarańczy. Już na kilka dni przed świętami objadamy się mandarynkami, które tylko wtedy specyficznie smakują. Są takie wyczekane cały rok, jak sam śnieg, jak drzewko i rodzinne spotkanie wokół.

Pomarańcze, mimo, że czasem kwaśne do wykrzywienia twarzy, to i tak smakują nieprzeciętnie w wigilię.

Mimo, że są słodsze rzeczy na stole, to pomiędzy musi stać miska pomarańczy i osobna mandarynek.

Mimo, że znajdujemy pod choinką superekstrakulwypaśne prezenty, to i tak największą radość sprawiają pomarańcze i mandarynki od Babci, z własnoręcznie wypisaną karteczką, dla którego z nas jest ten przydział.

Mają swoją niewyobrażalną wartość, choć teraz spokojnie można sobie na nie nie pozwolić. Może to przez te opowiastki, o dzieleniu jednej pomarańczy na piątkę dzieci, bo na więcej nie można sobie było pozwolić (pomarańczy, nie dzieci, choć z tym pewnie też byłoby ciężko). Może przez to, że dzięki nim jesteśmy sobie równi, w ten jeden wieczór, nikt nie ma więcej od innych. Może przez to, że są moją małą tradycją, punktem zaczepienia, czymś, na co czekam od wigilii do wigilii, co wspominam od dzieciństwa, do dorosłości. Najcenniejszym prezentem tego wieczoru, czymś, czego wartości nie da się wyrazić żadnym pieniądzem, ani zastąpić złotem, czy czymkolwiek innym.

Czymś tak nierozerwalnie związanym ze świętami, że będące osobnym świętem.

Amen.

PS: Nie starajcie się zrozumieć.

A ja lubię słowo “fuck”

Są kobiety pistolety
i kobiety jak rakiety
chude, długie i wysokie
z wydepilowanym krokiem

Są kobiety bezzmarszczkowe
fit kobiety luksusowe
pielęgnacji wciąż oddane
z samych siebie odessane

Są kobiety pistolety
pielęgnacji wciąż oddane
z samych siebie odessane

A ja dla własnej wygody
zapuszczam swe ogrody
i kolekcjonuje wzwody
ja, metr pięćdziesiąt dwa

Są kobiety pistolety
i kobiety jak rakiety
chude, długie, opalone
z wydepilowanym łonem

Są kobiety doskonałe
z wyrzeźbionym gładkim ciałem
odmłodzone, odbarwione
całkiem z wieku odsączone

A ja dla własnej wygody
zapuszczam swe ogrody
i kolekcjonuje wzwody
ja, metr pięćdziesiąt dwa
dziko rosnącego nieba

Lubię skóry mojej smak
i fakt, że zawsze jestem na tak
i lubię też, w moich ustach słowo “fuck”

I lubię ten smak gdy w ustach mam
słowo “fuck”

Maria Peszek, Kobiety Pistolety

Nie, żeby idolka, ale dobra jest, odważna, i zajebiście bawi się słowem, czyli to, co ja lubię najbardziej.